sobota, 22 grudnia 2012


I znowu śniadanie, wyjazd, peron, pociąg, przedział, samotność, Hogwart, uczta, dormitorium. I znowu te jego piękne, orzechowe oczy, tak inne od moich zielonych. Jednak w tym roku nie dam się im omamić. W tym roku Huncwoci i te ich panienki nie zrobią ze mnie pośmiewiska. Ten rok należy do mnie. Do Lily Evans.


-Evans ciamajdo! Idziesz się myć czy nie?
-Idę Time. Ach! Zapomniałam! Tygodniowy szlaban za obrazę prefekta!
-Nie możesz…
-Tak się składa, że mogę. A teraz dobranoc.- Odkręcam zimną wodę i wchodzę pod prysznic. Nigdy nie byłam w szkole lubiana. A to przez nią! Zawsze wymyślała o mnie jakąś plotkę… Jednak niedane było mi dokończyć to, co robiłam, bo usłyszałam pukanie do drzwi.
-Evans wyłaź! Pani profesor przyszła!
-Idę!- Zebrałam się i wyszłam z łazienki. Faktycznie na moim łóżku się działa nasza opiekunka. Kiedy zobaczyła, że weszłam zaczęła:
-Skoro panna Evans już jest to chciałam was poinformować o tym, że jutro z samego rana zostanie do was dokwaterowana nowa uczennica. Mam nadzieję, że ciepło ją przyjmiecie. – Tu spojrzała surowo na Grace, Sally i Betty. No tak. Grace McAllen, Sally Carter i Betty Pimplebottom  słynęły w całej szkole z nienawiści do innych dziewcząt. Kiedy profesorka wyszła słyszałam jak dziewczyny wielce oburzone rozmawiały o tym, że w szóstej klasie nie powinni nikogo przepisywać. Całe one. Ja mam nadzieję, że jakoś uda się z tą ‘nową’ dogadać. I z tą myślą zasnęłam…




 Rano. Patrzę na zegarek a tam… 5.49.  Myję się ubieram i czekam. Przeczytałam kawałek jakiejś beznadziejnej książki i czekam. O godzinie punkt siódma drzwi dormitorium otwierają się i staje w nich McGonagall razem z jakąś dziewczynką. Jej długie czekoladowe włosy opadają na ciemno-orzechowe oczy. Profesorka rozpoczyna rozmowę:
-Panna Evans już nie śpi, jak widzę… To dobrze. Panno Evans to jest panna Medowes. Od dziś będzie mieszkała z tobą i twoimi koleżankami w sypialni.-Na słowo „koleżankami” cicho prychnęłam. Opiekunka spojrzała na mnie i wyszła zostawiając mnie z nową.
-Ee… Hej?
-No cześć. Jestem Dorkas a ty?
- Ja jestem Lily… I kompletnie nie wiem, co mam w tej sytuacji zrobić.
-No spoko ja też nie. – Moje zdenerwowanie opadło. Wiedziałam, że z Dorkas będziemy przyjaciółkami.
-Wiem! Powiem ci, kto jest, kto i gdzie masz łóżko. Ja leżę tam na końcu a tu, koło okna masz wolne.- Walnęła swoje rzeczy i nagle głośno zaburczało jej w brzuchu
.- Może pójdziemy na śniadanie?- Zapytała nieśmiało.- Jestem trochę głodna…
-No okej.
 Zeszłyśmy na dół a tam- o zgrozo!- Stał James Potter we własnej osobie. Od razu poczułam, że uginają się pode mną kolana. Miałam nadzieję, że przejdziemy niezauważone, gdy nagle usłyszałam JEGO głos:
-No, no Dorkas Medowes.
-James Potter.
-Moja droga, myślałem, że umiesz lepiej dobierać sobie towarzystwo.
- Po pierwsze już nie twoja Potter. Poza tym myślałam, że nie oceniasz ludzi zanim ich nie poznasz.
-Ty jej nie znasz!
-A ty próbowałeś? Nie.! I widzisz?! Myliłam się co do ciebie Potter. – Powiedziała wyraźnie akcentując ostatnie słowo.- Chodź Lily.
____________________________________________________
To tak na początek... Jest straszne, ale co mi tam....Wesołych Świąt!