I znowu
śniadanie,
wyjazd, peron, pociąg, przedział,
samotność,
Hogwart, uczta, dormitorium. I znowu te jego piękne,
orzechowe oczy, tak inne od moich zielonych. Jednak w tym roku nie dam się im
omamić. W tym
roku Huncwoci i te ich panienki nie zrobią ze
mnie pośmiewiska.
Ten rok należy do mnie. Do Lily Evans.
-Evans ciamajdo! Idziesz się myć czy nie?
-Idę Time. Ach! Zapomniałam! Tygodniowy szlaban za
obrazę prefekta!
-Nie możesz…
-Tak się składa, że mogę. A teraz dobranoc.-
Odkręcam zimną wodę i wchodzę pod prysznic. Nigdy nie byłam w szkole lubiana. A
to przez nią! Zawsze wymyślała o mnie jakąś plotkę… Jednak niedane było mi
dokończyć to, co robiłam, bo usłyszałam pukanie do drzwi.
-Evans wyłaź! Pani profesor przyszła!
-Idę!- Zebrałam się i wyszłam z łazienki. Faktycznie
na moim łóżku się działa nasza opiekunka. Kiedy zobaczyła, że weszłam zaczęła:
-Skoro panna Evans już jest to chciałam was
poinformować o tym, że jutro z samego rana zostanie do was dokwaterowana nowa
uczennica. Mam nadzieję, że ciepło ją przyjmiecie. – Tu spojrzała surowo na
Grace, Sally i Betty. No tak. Grace McAllen, Sally Carter i Betty Pimplebottom słynęły w całej szkole z nienawiści do innych
dziewcząt. Kiedy profesorka wyszła słyszałam jak dziewczyny wielce oburzone
rozmawiały o tym, że w szóstej klasie nie powinni nikogo przepisywać. Całe one.
Ja mam nadzieję, że jakoś uda się z tą ‘nową’ dogadać. I z tą myślą zasnęłam…
Rano. Patrzę
na zegarek a tam… 5.49. Myję się ubieram
i czekam. Przeczytałam kawałek jakiejś beznadziejnej książki i czekam. O
godzinie punkt siódma drzwi dormitorium otwierają się i staje w nich McGonagall
razem z jakąś dziewczynką. Jej długie czekoladowe włosy opadają na
ciemno-orzechowe oczy. Profesorka rozpoczyna rozmowę:
-Panna Evans już nie śpi, jak widzę… To dobrze.
Panno Evans to jest panna Medowes. Od dziś będzie mieszkała z tobą i twoimi
koleżankami w sypialni.-Na słowo „koleżankami” cicho prychnęłam. Opiekunka
spojrzała na mnie i wyszła zostawiając mnie z nową.
-Ee… Hej?
-No cześć. Jestem Dorkas a ty?
- Ja jestem Lily… I kompletnie nie wiem, co mam w
tej sytuacji zrobić.
-No spoko ja też nie. – Moje zdenerwowanie opadło. Wiedziałam,
że z Dorkas będziemy przyjaciółkami.
-Wiem! Powiem ci, kto jest, kto i gdzie masz łóżko.
Ja leżę tam na końcu a tu, koło okna masz wolne.- Walnęła swoje rzeczy i nagle
głośno zaburczało jej w brzuchu
.- Może pójdziemy na śniadanie?- Zapytała
nieśmiało.- Jestem trochę głodna…
-No okej.
Zeszłyśmy na
dół a tam- o zgrozo!- Stał James Potter we własnej osobie. Od razu poczułam, że
uginają się pode mną kolana. Miałam nadzieję, że przejdziemy niezauważone, gdy
nagle usłyszałam JEGO głos:
-No, no Dorkas
Medowes.
-James Potter.
-Moja droga, myślałem, że umiesz lepiej dobierać
sobie towarzystwo.
- Po pierwsze już nie twoja Potter. Poza tym
myślałam, że nie oceniasz ludzi zanim ich nie poznasz.
-Ty jej nie znasz!
-A ty próbowałeś? Nie.!
I widzisz?! Myliłam się co do ciebie Potter. – Powiedziała wyraźnie akcentując
ostatnie słowo.- Chodź Lily.____________________________________________________
To tak na początek... Jest straszne, ale co mi tam....Wesołych Świąt!